"Lucy"


„Przeciętny człowiek wykorzystuje 10% mózgu, ona wykorzysta 100%”



Lucy przez przypadek zostaje zmuszona przez swojego znajomego Richarda do dostarczenia ważnej walizki do niejakiego Pana Janga. Zanim zdąża sobie uświadomić zostaje wciągnięta w działania grupy przestępczej. Zawartością walizki okazują się być cztery torebki niebezpiecznego narkotyku, które zostają wszyte do brzuchów czwórki zwykłych ludzi mających niepostrzeżenie przemycić je za granicę do rąk odbiorców. Jednym z tych ludzi zostaje Lucy, do której organizmu, w wyniku pobicia, przedostaje się niebezpieczna zawartość. Wraz z tym zajściem Lucy zyskuje niezwykłe umiejętności.



Fabuła filmu oparta została na podstawie powszechnego „Mitu 10% mózgu”. Reżyser w bardzo widowiskowy sposób pokazuje nam prawdopodobne możliwości ludzkiego mózgu na kolejnych procentowych poziomach jego wykorzystywania. Mimo, że teoria ta została już dawno obalona to stała się ciekawą inspiracją do wykreowania intrygującej postaci Lucy, której niesamowite zdolności przekraczają nasze najśmielsze oczekiwania.



Już na początku zostajemy wciągnięci w akcję, choć zdaje się być ona dość oklepana i możemy się spodziewać jak się zakończy misja dostarczenia walizki. Wszystko to, co moim zdaniem najlepsze zaczyna się, kiedy w organizmie dziewczyny rozprzestrzenia się narkotyk.



Lucy jako osoba zmienia się całkowicie, tak samo jak jej priorytety, zdolności, sposoby postępowania, sama moralność. Scarlett Johanson przyzwyczajona do grania silnych kobiet, bardzo dobrze wcieliła się w tytułową Lucy, którą podsumowałabym jako scalenie ze sobą trzech Natashy Romanoff (Aengers). Ciekawą postacią jest również grany przez Morgana Freemana – Profesor Norman, który w ciągu trwania „przygody” Lucy prowadzi wykład na temat możliwości ludzkiego mózgu w świetle powyższej teorii. Przeplatające się z fabułą „historie z życia zwierząt” stanowią również napędzenie i urozmaicenie początkowo standardowej akcji.



Ta produkcja zdecydowanie jest warta obejrzenia. To jak mózg, a później całe ciało Lucy przekracza ludzkie granice ogląda się z szeroko otwartymi oczami, bo nie zwracamy uwagi na to, że są to oklepane umiejętności superbohaterów tylko możliwości, jakie daje nam mózg na konkretnym stopniu rozwoju. Film utrzymuje w ciągłym napięciu, bo niestrudzenie czekamy na to by zobaczyć, do czego kobieta będzie zdolna, kiedy jej mózg osiągnie apogeum rozwoju. Ostatnie minuty oglądałam po prostu oczarowana, zafascynowana i w pewnym sensie zaniepokojona tym, co postanowił pokazać nam reżyser. Film bez zastanowienia trafił do moich ulubionych, bo jeszcze nigdy, po żadnym filmie nie poczułam się tak, jakbym wręcz tego mózgu nie miała (ironia).

Wasza Kasia <=

Komentarze