"Dwór cierni i róż" - Sarah J. Maas


Po drugiej stronie muru w małej ludzkiej wiosce żyje Feyra, jej dwie skąpe siostry i niepełnosprawny ojciec. Dziewczyna jako jedyna zdaje się rozumieć powagę ich ciężkiej sytuacji. Mieszkają w starej małej chacie, nie mają w ogóle pieniędzy i zaczynają cierpieć na głód. Jest środek zimy, Feyra podejmuje kolejną próbę upolowania zwierzyny. Jej oczom ukazuje się sarna, jednakże w tym samym czasie widzi wielkiego wilka, który rzuca się na jej ofiarę. Feyra mimo, że zna konsekwencje, postanawia ustrzelić wilka. Jeszcze tego samego dnia do jej domu przybywa Tamlin mieszkaniec świata za murem, który zmusza naszą bohaterkę do przeniesienia się za mur jako zadośćuczynienie za zabójstwo, gdzie spędzi resztę swojego życia.



Po tym jak seria „Szklany tron” tej autorki od razu zdobyła moje serce postanowiłam sięgnąć po kolejną napisaną przez nią serię. Pomysł na ponowne opowiedzenie baśni o Pięknej i Bestii od razu zdobył moje uznanie, bo to moja ulubiona baśń i musze przyznać, że miałam bardzo duże oczekiwania względem autorki. Niestety musze przyznać, że się zawiodłam.



Zacznijmy od pozytywów. Pomysł na tą książkę Sarah J. Mass zdecydowanie miała. Historia Feyry, tego jak musiała się poświęcać dla dobra rodziny, jak z dnia na dzień stała się jej głową, sprawiła, że ją polubiłam. Podobało mi się, że nie jest wyidealizowana, ma swoje wady, które okazują się mieć później znaczenie. Autorka wykazała się tworząc ziemie podzielone na różne dwory owiane cieniem tajemnicy. Zdecydowanie na plus był niesamowity bajkowy klimat, który stworzyła w tej historii. I tutaj wszystko, co pozytywne się kończy.



A mianowicie kończy się wraz z nastaniem Nocy Ognia, wydarzenia, którego do dzisiaj nie mogę przełknąć i zrozumieć. Według mnie wszystko, co mi się nie podobało w tej książce zaczyna się właśnie od niej. Wydarzenie jest nie dość, że jest odrażające, bezsensowne, wręcz śmieszne i przede wszystkim zbędne. I na tym kończą się podobieństwa do Pięknej i Bestii. Po nim nagle fabuła radykalnie przyspiesza i pozwolę sobie stwierdzić, że w niewłaściwym kierunku. Decyzje, które zaczyna podejmować Feyra w większości sprawiały, że łapałam się za głowę. Postać negatywna, która pojawia się na dalszych kartkach powieści również mnie rozczarowała. Mimo, że jest przedstawiona jako największe zło na świecie, to w trakcie powieści zupełnie tego nie potwierdza.



Zdecydowanie mogę powiedzieć, że autorka nie wykorzystała w stu procentach potencjału tej powieści, co bardzo mnie boli. Wiele na pewno straciła na narracji pierwszoosobowej, która bardzo ogranicza. W takim jednak wypadku, może gdyby autorka poświęciła jej jeszcze trochę czasu nawet kosztem grubości (chociaż dla mnie nie byłby to problem) lub podzielenia jej na dwie części to bardziej pogodziłabym się z fabułą i może by mi się spodobała.



Mimo, że książka okazała się być niewypałem to sięgnę po kolejne części (kiedy pojawią się po polsku) by przekonać się, czy w moich oczach ta historia podniesie się z kolan.


Wasza Kasia <=

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Lucy"