"Legion samobójców"


Amanda Waller, szef amerykańskiego wywiadu postanawia stworzyć drużynę złożoną z największych przestępców chodzących po świecie. „Sucide Squad” w składzie: płatny zabójca - Deadshot, szalona „dziewczyna Jockera” - Harley Quinn, starożytna wiedźma Enchantress, władający ogniem – El Diablo, żyjący w kanałach Killer Croc, Boomerang, Splipknot i Katana pod kierownictwem kapitana Ricka Flaga, mają za zadanie przeciwdziałać działaniom terrorystycznym w zamian za skrócenie wyroków. Mimo, że są przeświadczeni o tym, że każde nieposłuszeństwo jest wydaniem na siebie wyroku śmierci, to nie zdają sobie sprawy, na co się porywają współpracując z rządem.



Intrygujące trailery z niepowtarzalnymi postaciami w rolach głównych, świetną oprawą muzyczną, przedstawiające zaledwie zalążek tego, co będziemy mogli zobaczyć na ekranach kin, sprawiły, że z niecierpliwością czekałam na seans. Teraz po obejrzeniu i przemyśleniu tego i owego doszłam do wniosku, że produkcję mogę określić – zmarnowanym potencjałem.



Zacznijmy jednak od pozytywów tego filmu. Pomysł na wyciągnięcie z więzienia największych złoczyńców i stworzenie z nich drużyny był dosyć ryzykowny, ale jednak stanowił element, który na wejściu wzbudzał ciekawość. Kolejnym były charyzmatyczne postacie, które w filmie miały szansę zaistnieć. Bohaterem, któremu niczego bym nie ujęła był świetnie zagrany przez Willa Smitha Deadshot. Nawet kolorowa, szalona, jak również będąca głównym źródłem elementów humorystycznych Harley Quinn dawała radę. Wizualnie bardzo podobała mi się również Cara Deleving jako „brudna” Enchantrees, później niestety było już różnie. Zdecydowaną zaletą filmu jest klimatyczna muzyka, bardzo dobrze wpasowująca się w klimat przedstawianej historii.



Film według mnie ma niestety kilka wad. Po głębszych przemyśleniach doszłam do wniosku, że fabuła w tym filmie nie trzyma się całości. Pierwsze czterdzieści pięć minut było bardzo ciekawe, bo poznawaliśmy bohaterów z ciekawie dobranym podkładem muzycznym. Już w tej części można wybaczyć wiele cięć i kilka niezrozumiałych scen, bo wszystko na razie intryguje. Jednak widza od razu uderza fakt, że czas na prezentację nie został rozłożony równomiernie, przez co ekran od razu zdominowali Deadshot i Harley Quinn. Dlatego, kiedy do gry wchodzi Katana i Slipknot mamy wrażenie, że wciśnięto ich do tego filmu na siłę i są po prostu zbędni. W dalszej części, kiedy już nasi bohaterowie ruszają w świat i pojawiają się różne trudności uderza nas to, jak akcja zaczyna robić się banalna. Na początku wszystko stanowiło dla nas tajemnicę, a później okazuje się, że film powiela jeden ze standardowych schematów filmów o bohaterach. Ciężko mi teraz dodać kolejny argument, bo weszłabym na teren spoilerów, ale warto postawić pytanie: Dlaczego rząd wysyła do wali z terrorystami wyrzutki społeczeństwa, a nie siły antyterrorystyczne?



Według mnie z tego filmu powstałoby kilka ciekawszych i bardziej zrozumiałych produkcji. Przynajmniej po jednym na każdego naszego bohatera, choć najbardziej intrygujący wydawałby się ten poświęcony przyciągającemu wzrok wątkowi Harley Quinn i Jockera (choć z tego, co mi wiadomo takowy ma powstać, szkoda jednak, że dopiero teraz). Dopiero po przybliżeniu bohaterów mogli zabrać się za sam legion i według mnie spędzić więcej czasu przy scenariuszu, wyłączając z niego wątek wiedźmy.



Uważam, że film jest po prostu niezły. Gdyby nie ciasno skumulowane, nowe dla widza wątki myślę, że byłby dużo mniej chaotyczny i bardziej dopracowany. Mam wrażenie, że druga część filmu nie została do końca przemyślana, ale dzięki charyzmatycznym postaciom i dobrej oprawie muzycznej film moim zdaniem się broni.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Lucy"